Запитайте AI-гіда:

Tylko Bóg jest wyżej: W najwyżej położonej osadzie Karpat mieszka dziś tylko jeden człowiek

117

Velykyi Pryslip, w regionie Verkhovyna, nie można znaleźć na mapie. Jest to najmniejsza i najwyżej położona osada w Ukrainie. Pierwszy dom znajduje się na wysokości 1250 metrów nad poziomem morza. Na stałe mieszka w nim tylko jedna osoba, choć w sumie są tu cztery gospodarstwa domowe.

Nazwa osady najprawdopodobniej pochodzi od słowa "prislop", czyli dużej pułapki na niedźwiedzie. Jednak jedyny gospodarz we wsi twierdzi, że niedźwiedzie nie były tu widziane od dawna.

Do wioski prowadzi droga turystyczna zbudowana z Werchowyny na szczyt Białej Kobyły (1477 m n.p.m.). Jest to około ośmiu kilometrów pod górę. Miejscowi twierdzą, że jest to dla nich łatwy spacer. Leśna droga prowadzi do łąki, na której mieszka 55-letni Mykola Diachuk, drwal.

Kowal Mykola Dyachuk w kuźni: "Jestem kowalem. Jestem samoukiem. Cokolwiek robię, robię to doskonale. Jestem stolarzem i budowniczym." (Zdjęcie: Olha Kameneva)

"Dlaczego wciąż tu mieszkam? Ponieważ w mieście nie ma dla mnie pracy. A tutaj jestem szefem. Jeśli zbieram jagody, zarabiam pieniądze, jeśli karmię konia, zarabiam pieniądze. W mieście byłbym bezrobotny" - mówi mężczyzna.

Mężczyzna wycina drzewa na żądanie i tylko za zgodą nadleśnictwa. Minimalne pozwolenie dotyczy wycięcia dziesięciu metrów sześciennych drewna, czyli około trzech lub czterech świerków. Mykoła otrzymuje więc tysiąc hrywien za wycięcie i przycięcie czterech jodeł. Ma konia, który pomaga mu zarobić kolejne 1500 hrywien za transport drewna do ciężarówki. Mykola ma również ciężarówkę, której używa do transportu drewna do wsi i miast.

"Mogę zarobić od 3500 hrywien za jedno zamówienie", podsumowuje, "choć zdarza się to raz lub dwa razy na kwartał".

Mężczyzna zarabia również zbierając jagody i grzyby oraz łowiąc ryby. Na swojej posesji ma warsztat kowalski. Za podkucie konia pobiera 200 hrywien, a za siekierę lub kosę 250. Mykola jest znany w sąsiednich wioskach jako dobry rzemieślnik i często jest proszony o wykonanie dla nich pracy. Dlatego pieniądze, które zarabia dzięki własnej pracy, wystarczają na normalne życie. Mieszka w domu zbudowanym w 1906 roku. Są w nim stare huculskie dywany, drewniane ściany, gliniany piec i dobrodziejstwa współczesnego świata - kuchenka gazowa, czajnik elektryczny, telewizor z anteną satelitarną, centrum muzyczne i kilkanaście płyt audio. Mykoła posiada konia i dużego dzika o imieniu Iwan Pietrowicz.

"Nigdy się nie nudzę. Turyści często tu przyjeżdżają. Zwłaszcza latem, kiedy jest jeszcze ciepło. Czasami wychodzę z domu, a trawnik jest pełen namiotów. Zapraszam gości na herbatę i kwas chlebowy. Przychodzą nie tylko nasi ludzie, ale także Mołdawianie, Polacy i Niemcy. Wszyscy idą na Białą Kobyłę - to tylko krótka wspinaczka stąd na jej szczyt".

Serwowany przez Mykolę "kvassok" to kompot z dzikich jagód, którego głównym składnikiem są borówki. "Nie mam ogrodu", mówi mężczyzna. "Tutejsza ziemia jest taka, że nic nie rośnie. Muszę kupować ziemniaki, kapustę, zboża - wszystko. Ale, dzięki Bogu, mam na to wystarczająco dużo pieniędzy. Mam boczek i gulasz - zabiłem świnię".

Mykoła jest żonaty i ma syna. Ale nie chcą mieszkać w dolinie. Mężczyzna często odwiedza rodzinę. Wspólnie obchodzą wszystkie święta.

W osadzie znajdują się cztery domy, oddalone od siebie. Są drewniane, zamykane na kłódki. Niektóre z nich są już poczerniałe ze starości. Jest też cmentarz z kilkunastoma pochówkami. Jeden z nich jest świeży. Niedawno pochowano na nim lokalnego mieszkańca. Nie ma kościoła, tylko mała kapliczka. Pan Mykoła jeździ na nabożeństwa do oddalonej o osiem kilometrów Werchowyny. Tam znajduje się najbliższy sklep, szpital i poczta. Od czasu do czasu wieś odwiedza przyjaciel Mykoły, Wasyl. Kiedyś tu mieszkał, ale postanowił przenieść się do Werchowyny. Jego liczna rodzina również się tu przeprowadziła.

"Mieli siedmioro dzieci", mówi Mykoła. "Wygląda na to, że sprzedali dom, ale komu - kto wie? Ludzie uciekają z gór, mówią, że nie jest tu łatwo. Ale ja zostaję, bo jest mi łatwiej. A najważniejsze jest to, że mam pracę, która mnie żywi".

Pięć lat temu mieszkały tu trzy rodziny i samotny starzec, Yurochko, który już osiedlił się na wiejskim cmentarzu.

Yurii Pavliuk, pseudonim Yurochko, na cmentarzu. Tutaj pochowana jest jego żona Anna. Przez ponad 40 lat mężczyzna żył samotnie (Zdjęcie: Olha Kameneva)

Dom Kiszczuków ma co najmniej 200 lat. Poczerniały od czasu i pogody budynek, który nigdy nie był malowany, przypomina szopę. Na zewnątrz wzdłuż ścian porozrzucane są garnki, miski i torby. Na krzywym ganku skaczą chude dzieci. Kiedy widzą obcych, chowają się w ciemnych zakamarkach stodoły. Chwilę później wyglądają na zewnątrz. 6-letni Iwan jest nieśmiały, więc wypychają go z domu.

Natalia, Mychajło i Jarynka Kiszczuk bawią się z kociętami w swoim domu Wasyl Kiszczuk rozpala w piecu (Zdjęcie: Olha Kameneva)

- Cały czas je widzę i słyszę" - mówi 42-letni Wasyl Kiszczuk, wychodząc z tyłu domu. Cień z daszka jego czapki maskującej zakrywa jego długą twarz, pozostawiając usta ciemne od soku jagodowego w słońcu. "Latem i jesienią większość górali zarabia na grzybach i jagodach. W niedzielę sam zarobiłem tysiąc hrywien. Właściwie pracuję z drewnem, ale teraz nie ma pracy.

Z dwóch pokoi w domu tylko jeden był zamieszkany. Ceglany piec w rogu, półki ze sprzętem gospodarstwa domowego: miski, paczki proszku do prania i kawy, mydelniczki, torebki wermiszelu, kubki - wszystko jest pomieszane. Na ścianach obrazy, zdjęcia, kalendarze, ikony, kubki, tarki, patelnie i noworoczne girlandy. W jednym z rogów stoi mały telewizor. Ma pięć kanałów, w tym dwa rumuńskie. Na trzech kanapach leżą niepościelone łóżka, a dzieci bawią się z pręgowanymi kociętami. Całują je i trzymają za łapki jak lalki.

Mężczyzna dokłada drewna do pieca i mówi, że wszystkie dzieci w wieku szkolnym mieszkają i uczą się w szkole z internatem w Werchowynie przez 10 miesięcy w roku.

"Chleb pieczemy w domu, kiełbasę i mięso rzadko kupujemy w sklepie. Mamy własny smalec - trzymamy świnię za ścianą. Nie możemy kupić wszystkiego dla naszych dzieci, ale są biedniejsi ludzie. Dzięki Bogu, nie chodzimy głodni.

Kilkadziesiąt metrów od starego domu od trzech lat budowany jest nowy.

Pies Palm mieszkał w zrujnowanej stodole rodziny Kishchuk w Velykyi Pryslip, za którą stoi nowy dom.

Pytamy, czy komunikują się z sąsiadami.

"Rozmawiamy z dziadkiem Yurochko, jest stary i mieszka sam. W tym roku poprosił mnie o pomoc przy sianokosach. Chodzę do sąsiada, kowala, a Hanna jeździ z nim na targ - on ma samochód. Mam dużo budynków, więc kiedy potrzebuję coś ugotować, idę do niego. Jest też duża rodzina za wzgórzem, ale nie przychodzą tutaj, mimo że to pół godziny spacerem. Mają jeszcze małe dzieci.

Ivan i Hanna Rynzakh z dziećmi Hanną, Ivanem i Marią na progu nowego domu. Rodzina żyje bez elektryczności (Zdjęcie: Olha Kameneva)

Z daleka widzimy, jak właściciele, ostrzeżeni telefonicznie, pospiesznie myją niektóre z dzieci w nocy. Siadają na progu nowego drewnianego domu.

Widać, że wszyscy przebrali się na spotkanie. Ojciec, 34-letni Ivan Rynzakh, ma na sobie białą koszulę i gumowe buty, matka, 24-letnia Hanna, założyła błyszczącą bluzkę zapinaną na guziki na spodnie dresowe, a 8-letnia Hanna ma na sobie czarne lakierki i sukienkę z wielką plamą.

Nie chcą przeprowadzać się bliżej sąsiadów ani do Werchowyny Rynzakhy. Para ma konia, krowę, jałówkę, świnię i kury.

W domu, za werandą, znajduje się duży pokój z sufitem i ścianami do połowy pokrytymi kolorową ceratą. Połowę pokoju zajmuje łóżeczko z desek. Znajduje się na nim kilka łóżek, a na nim leży miękka zabawka - byk. Jedynym innym meblem jest fabryczne łóżko, na którym śpi dziecko. Nie ma szaf ani półek - ściany są gołe. Kuchenka zajmuje cały kąt.

W drodze powrotnej odwiedzamy kowala Mykolę Dyachuka. Na zmianę pukamy w niskie ościeżnice drzwi huculskiego domu.

Rozlega się grzmot. W okno puka grad wielkości dorodnej fasoli. Gospodarze proszą nas o wyłączenie telefonów komórkowych. Mówią, że niedawno piorun zabił ośmiu nastolatków na górze Pip Ivan. Bawili się telefonami komórkowymi.

Oprócz Dyachuka, jego żony i starszej matki w domu zgromadzili się goście - mężczyzna i dwie kobiety. Powietrze w pokoju jest ciężkie od pajęczyn, a na stole stoi butelka bimbru. Posiłek odbywa się w całkowitej ciemności. Wychodzimy na strych, by porozmawiać z gospodynią.

Przez otwarte drzwi widzimy, jak na pokryte lodowymi krami podwórze wciąż pada deszcz. Na podwórzu znajduje się ZIL, stos świeżo ociosanych bali. Wszystkie budynki gospodarcze Dyachuków są nowe. Tylko na domu widnieje tabliczka z napisem po polsku, że został zbudowany w 1937 roku.

- "Mieszkam z kobietą, której dom jest lepszy" - mówi Mykoła. "Jest kuźnia, tokarka i chcę zbudować tartak. Mój ojciec był kowalem. Robię też kosy dla ludzi i wszystko inne, co jest potrzebne w leśnictwie. Jestem samoukiem, uczyłem się od starych kowali. Cokolwiek robię, robię to perfekcyjnie. Jestem cieślą i budowniczym. To jest to, co dał mi Bóg.

Mykola Dyachuk ma troje dzieci.

"Moi sąsiedzi to ludzie, którzy lubią, gdy im się pomaga, ale sami tego nie robią. Ale nie proszę ich o to, bo czego można oczekiwać od tych wielodzietnych rodzin? Skoszę trawnik mojemu samotnemu dziadkowi i przyniosę mu trochę drewna na opał. To daleki wujek mojej żony. Zatrzymałem się w jego domu. Warunki były okropne. Powiedziałem: "Kup kanapę, poduszkę, kawałek materiału do przykrycia". "Nie ma mowy" - odpowiedział. To rzadka osoba, wróg samego siebie, ale poza tym dobry człowiek. Odkąd zmarła jego żona, nie ma szczęścia do kobiet", śmieje się.

Zła pogoda nie ustępuje. Gospodarze proponują nam nocleg. Odmawiamy, bo jutro mamy pociąg do Kijowa. Droga w dół jest zablokowana przez górskie potoki, które rano były jeszcze wąskimi strumykami. Czasami musimy brodzić po kostki, a nawet kolana w wodzie. Błyskawice raz po raz przecinają niebo.

Po 2 godzinach mokrzy wjeżdżamy do Werchowyny.

Autorzy:tekst: Natalia PAVLENKO, Ivan STOLYARCHUK, foto: Olga Kameneva

Wykorzystane źródła: http://www.blitz.if.ua/news/63313  http://gazeta.ua/articles/people-and-... 
Aby dodać komentarz, możesz: zalogować się lub zarejestrować.
Zdjęcia
Найбільший вибір готелей!
Możesz być także zainteresowany
Pasmo górskie Svydovets (grzbiet)

Karpaty.Rocks

czwartek, 2025, Grudzień 4 - 09:10

Góry Gorgany - rezerwat i zakątek dzikiej przyrody w ukraińskich Karpatach

Karpaty.Rocks

czwartek, 2025, Grudzień 4 - 09:10

Pasmo górskie Chornohora jest najwyższym grzbietem w ukraińskich Karpatach

Karpaty.Rocks

czwartek, 2025, Grudzień 4 - 09:10

Гід КарпатамиOnline

Задайте питання про подорожі Карпатами, щоб почати розмову.