Zapytaj przewodnika AI:

Karpacka perła Kosowa była kiedyś nazywana "huculskim Davos"

17

Про цей феномен Карпат бодай краєм вуха чув кожен шанувальник народного мистецтва та промислів. І не лише в Україні, але й далеко за її межами. 

Targ w Kosowie to swoisty "klondajk" tradycyjnych huculskich wyrobów, począwszy od bryndzy, budzu i serowych koników po różnorodne wyroby z drewna, gliny, metali kolorowych, wełny owczej i skóry, haftowane i dziane, tkane i rzeźbione, bite i inkrustowane. Zjeżdżają się tu łowcy autentyczności z Ukrainy, przede wszystkim z Lwowa, jak i z diaspory – nawet z Australii, do której leci się około 28 godzin.

Tak więc jest to miejsce pielgrzymek tysięcy turystów, którzy pragną "uczestniczyć" w haftach i koronkach, wyrobach z drewna i ceramiki. Bo za pamiątkowym fasadą kryje się coś więcej: Kosów – starożytne miasto mistrzów, a miejscowy targ to nie tylko poszukiwanie nowych kanałów realizacji produktów, ale także swoista "impreza" mistrzów, kreatywne współzawodnictwo, wernisaż świeżych prac. Mała część kosowskiego targu jest odzwierciedlona w sklepie internetowym.

Huculski Klondajk

Targ w Kosowie to tylko jedno z trzech "źródeł" huculskiej sztuki (podobne targi rzemiosła ludowego znajdują się także w bardziej znanych Kołomyi i Jaremczu). Jednak to w Kosowie jest największym ośrodkiem, gdzie zjeżdżają się sami producenci tej unikalnej piękności. Co więcej, na obrzeżach targu sprzedawane są stare przedmioty zarówno przez ubogich Huculi z odległych górskich przysiółków (sama tylko opiewana przez pisarzy Kryworówna ma osiem takich – rozsianych w górach na dziesiątki kilometrów!), jak i znowu wszechobecni pośrednicy, którzy jeżdżą po odległych górskich wsiach w poszukiwaniu rarytasów.

Więc jeśli niejednokrotnie smutno rozkładałeś ręce na lwowskim Wernisażu, słysząc cenę pożądanego towaru, jeśli szukasz haftów lub innego huculskiego kolorytu w przystępnej cenie – wypij lwowską kawę, rozkoszuj się lokalną czekoladą i wsiadaj do pociągu do Iwano-Frankowska, aby tam przesiąść się na autobus do Kosowa. W każdą sobotę (a także na Iwana Kupala, w Dzień Miasta, kiedy odbywa się tradycyjny festiwal sztuki ludowej i rzemiosła) zjeżdżają się tu producenci z całej Huculszczyzny – zarówno z Frankowszczyzny, jak i z wielu powiatów Bukowiny i Zakarpacia

Czego tylko nie zobaczysz na targu w Kosowie! Pisanek, rzeźbionych, inkrustowanych i wypalanych drewnianych wazonów, pudełek, łyżek, beczek, berbenic, malowanych naczyń ceramicznych, kumanców, rzeźb, płytek, haftowanych i tkanych koszul, ręczników, dywanów i koców, narzut, wyrobów z koralików, metalu, skóry, a nawet sera…

Główną zaletą tej kolorowej handlowej działalności są naprawdę oryginalne wyroby, które można kupić znacznie taniej niż na targach w innych górskich miastach. Bo ceny tutaj są niższe nie tylko dlatego, że unikasz łańcucha pośredników, ale także dlatego, że turystów jest tu znacznie mniej niż w Jaremczu.

Jednak aby trafić na najszerszy wybór i kupić wymarzoną rzecz bezpośrednio od autora, pamiętaj: mistrzowie przybywają tu jeszcze o drugiej-trzeciej godzinie w nocy z piątku na sobotę. W ciemności świecą latarkami, szukając numerów swoich miejsc. Nie zdążą rozpakować towaru, a już na nich rzucają się pierwsi kupujący – hurtownicy, którzy kupują od mistrzów huculskie pamiątki, aby potem odsprzedawać je na innych rynkach lub w specjalistycznych sklepach, ale już za znacznie wyższe ceny. Tak więc o świcie chętnych do pamiątek jest tak wielu, że wydaje się, że idą tutaj, do mostu przez rzekę Rybnicę, na tarło. A lepiej przyjechać do miasteczka dzień wcześniej.

Na przykład, jeśli we Lwowie za takie cudo, jak koniki z sera, proszą 10 i więcej hrywien, to w Kosowie za "dziesiątkę" można kupić cztery, pięć, a jeśli się poszczęści, to i siedem. A luksusową i długą haftowaną suknię damską, którą we Lwowie cenią na 8 tysięcy hrywien czy nawet tysiąc dolarów, o świcie w Kosowie można kupić za dwie-trzy tysiące.

Tłumaczą to prosto: otóż wysokoartystyczne prace kosztują drogo, a handel nimi to spory ryzyko (może minąć nie jeden miesiąc, zanim znajdą swojego nabywcę). Tymczasem zwykłym nabywcom, a zwłaszcza turystom, którzy w tym momencie jeszcze słodko śpią, lub w najlepszym przypadku dopiero co przecierają oczy, dostaje się to, co pozostaje po pierwszej fali pośredników.

A propos, prawie każda huculska wieś ma swoją specjalizację: Ryczka słynie z rzeźbienia, Sokolówka i Jaworów – z koców, a Kosmacz – z pisanek (tamtejsze pisanki to wyrób najwyższego poziomu, bo bardzo drobno pisane).

Będziesz zdumiony różnorodnością wzorów i stylów wykonania. W szczególności zwróć uwagę na koszule haftowane koralikami (ale pamiętaj, że ta "piękność" waży 3-4 kg!). Powiedzmy, że kiedy moje kuzynki z Australii w ciągu niespełna dwóch godzin zdobyły tu tuzin haftowanych koszul (wcześniej zaopatrując się w narodowe stroje na słynnym Jarmarku Soroczyńskim!), mój siostrzeniec, który je towarzyszył, nie mógł powstrzymać łez: "Wy tak cały Kosów wywieziecie!" Na co one, uśmiechając się, odpowiedziały: "Tak i ukraińska rodzina w Melbourne jest całkiem duża!"

Do koszul można dopasować biżuterię – herdy lub korale. A jeśli chcesz samodzielnie wyhaftować koszulę – możesz tu kupić wszystko, co potrzebne: nici i przędzę, materiał i koraliki.

A jeszcze nie zaglądałeś w rzędy koców (które, oprócz estetycznych, mają także właściwości lecznicze) oraz wrzecion, rzeźbionych talerzy i szachów (gdzie wszystkie figury to Huculi: białe – z klonu, czarne – z orzecha), nie trwoniłeś na fletach, nie oglądałeś wyrobów z ceramiki – dzbanków i misek, talerzy dekoracyjnych i płytek, gwizdków i słoików, cukierniczek i dzwonków, pisanek i pleskanców, kumanców! I jak zdążysz to wszystko obejrzeć, jeśli dobiega 11. godzina, a targ już zaczyna się zwijać?

Jednak teza, że "producenci tutaj – to tylko lokalni", od dawna jest mitem: w stacjonarnych sklepach spokojnie współistnieją haftowane koszule różnych kategorii cenowych: zarówno ręcznie haftowane, jak i maszynowe (w tym z Chin!), tkane i kombinowane, haftowane na płótnie i naszywane na tańszy materiał… To znaczy, że jeśli wcześniej targ w Kosowie przyciągał swoją unikalnością, to teraz jego popularność zapewnia przede wszystkim polityka cenowa – taniej, tanio i bardzo tanio.

Czasami, gdy na obrzeżach targu uda ci się natknąć na starsze Huculki, które, aby jakoś przeżyć, sprzedają naprawdę stare rzeczy, które przez dziesiątki, a czasem nawet sto lat leżały w kufrach jako spadek. Ceny za nie bywają bardzo "śmieszne": autentyczną męską haftowaną koszulę z ręcznie tkanej (jeśli się poszczęści, nawet konopnej) tkaniny sprzed 100 i więcej lat jeszcze w zeszłym roku można było kupić nawet za 100-150 hrywien, damską – od 200 hrywien. To samo dotyczy innych rodzajów odzieży (zapasków i krajków), ceramiki i embosowania, starych monet itd. A że teraz jest prawdziwy boom na takie rzeczy, to nawet te ubogie kobiety czasami, wzdychając, mówią: "Moja wnuczka mówiła, że za takie w internecie pytają setki dolarów."

Krótko mówiąc, czego tu tylko nie ma! "Tu i diabła kupisz", żartują Huculi.

Perła w... błocie i kurzu.

Z drugiej strony, ogromny teren tego targu dopiero kilka lat temu zaczęto w jakiś sposób porządkować, wybudowano kilka rzędów murowanych i drewnianych pawilonów. Jednak reszta infrastruktury – pomimo dobrych zbiorów od każdego sprzedawcy – praktycznie nie istnieje: ludzie handlują albo po prostu z samochodów, albo w błocie (po deszczu) czy kurzu (gdy jest gorąco). Toaleta "typy wychodek" – jedna na cały targ, a ta jest na samym końcu, praktycznie już w lesie…

Jeszcze w czerwcu 2011 roku na rynku odbyło się spotkanie z udziałem kierowników powiatu, sieci elektrycznych, zarządu weterynarii, architektury i powiatowej stacji sanitarno-epidemiologicznej. Zebrali się nieprzypadkowo, ponieważ targ w Kosowie (oficjalnie Smodniański) w tym czasie przeszedł rekonstrukcję: zbudowano nowe murowane budynki, rozszerzono rzędy handlowe z sprzedaży pamiątek i innych produktów. A następnie postanowiono: "jeszcze wiele należy wykonać, aby ten duży teren miał przyzwoity cywilizowany wygląd. Aby nawet lokalni ludzie nie byli zniechęceni samą myślą o odwiedzeniu targu, szczególnie w deszczową pogodę."

Minęło sześć lat (!), a sytuacja mało się zmieniła.

Tak więc jedna z głównych perspektywicznych turystycznych "pereł" Huculszczyzny – obecnie w błocie (gdy pada deszcz), lub w kurzu (gdy jest sucho)… A mogłaby uzupełnić "złotą podkowę" z Bukowela, Jaremczy i Worohty z Howerlą. Główne problemy Kosowa dzisiaj to "niedorozwój", czyli izolacja informacyjna i brak inwestycji.

Tym bardziej, że w Kosowie znajduje się także duży (jeszcze z czasów polskich, ale zaniedbany w czasach radzieckich) wyciąg (na górę Mychalową), ogromna, ale "sowiecka" baza turystyczna (w czasach niepodległości odpoczywają tam głównie dzieci w wieku szkolnym, bo są mniej wymagające co do infrastruktury), malowniczy wodospad Huk (który okresowo się zawala, ale nad wzmocnieniem brzegów, z powodu braku lokalnych funduszy, pracuje się od przypadku do przypadku), legendarne góry i lasy (w rezerwacie M. Azarow kiedyś zbudował na nazwisko podstawowej osoby nowoczesny kompleks wypoczynkowy – hotel z możliwością łowienia pstrągów w stawie i w sztucznie zbudowanym wodospadzie) i tak dalej.

A w czasach austriackich i polskich do miejscowego sanatorium solnego, które znajduje się w pobliżu obecnego miejsca targu, zjeżdżali się panowie, którym obiecywano szybkie odchudzanie, nie tylko z Warszawy i Krakowa, ale także z Wiednia…

Uzdrowcza natura – zamiast pigułek i zastrzyków

Doktor Apolinary Tarnawski (1851-1943) wszedł do historii medycyny jako pionier i popularyzator medycyny naturalnej, która była fundamentem stworzonej przez niego w 1893 roku Lecznicy właśnie w Kosowie. Kupił tu ziemię i zaczął w 1893 roku budować swoją placówkę leczniczą. A że i za Austrii, i za Polski był mądry przepis, który zachęcał do budowy: dopóki ktoś buduje, to zwalnia się od podatków, więc ciągle budował: to jedną willę, to drugą, to stołówkę, to kąpieliska, to jeszcze coś…

Ciekawe, że swoich zamożnych pacjentów zmuszał do dużej aktywności: chodzenia po górach, pracy w ogrodzie i na działce, wożenia taczkami cegieł, kamieni. Kąpać się – w zimnej wodzie górskiej Rybnicy. A jedzenia dawał mało i bez mięsa, tylko wszelkie zieleniny i warzywa. Wieczorami musieli tańczyć i śpiewać, bo i to doktor uważał za lekarstwo. Nikt nie miał prawa skosztować ani wódki, ani zapalić "papierosa". A jak ktoś naruszał porządek – musiał się wynosić z placówki, a lekarz nie zwracał pieniędzy. Czy to oficer, czy minister, czy biskup, czy fabrykant – na to nie zważał. Ale i leczył pacjentów bez pigułek, proszków czy zastrzyków. Jeszcze uczył każdego, jak żyć, aby być zdrowym: "Najzdrowsza żywność to ta, którą zostawisz na talerzu!" A na bramie placówki było napisane: "Panuj nad sobą!"

"Instytucja stworzona przez Tarnawskiego była niezwykłym miejscem, o unikalnym charakterze, dzięki któremu do Kosowa przyjechało wielu wybitnych polityków, naukowców, artystów, rzeźbiarzy, muzyków, pisarzy i dziennikarzy. A także w lecznicy leczyli się artyści najlepszych scen teatralnych i muzycznych, organizowano przedstawienia i koncerty, które pod względem artystycznym nie ustępowały teatrom Lwowa i Krakowa. Cudowne krajobrazy Pokucia i Huculszczyzny inspirowały artystów, którzy uwieczniali niepowtarzalne piękno tego miejsca w pejzażach, poeci i pisarze wyrażali swoje zachwyty w licznych utworach, a dziennikarze przyczynili się do tego, że Kosów stał się znany w całym kraju. Dzięki sławie instytucji, Kosów stał się popularnym miejscem wypoczynku dla gości nawet z odległych miast, takich jak Warszawa czy Poznań," podkreśla autorka książki "Lecznik narodu. Kulturalna rola Przyrodoleczniczej Instytucji Doktora Apolinary Tarnawskiego w Kosowie na Pokuciu 1893-1939" (Kraków, 2016) Natalia Tarkowska.

Jego staraniami na terenie sanatorium założono dendropark, gdzie do dziś rośnie unikalna kolekcja drzew i krzewów – 729 okazów 44 gatunków roślin, w tym – miłorząb dwuklapowy, drzewo tulipanowe, cyprysik nutkajski, platan klonolistny, magnolia soulangiana, pseudotsuga menziesii i inne.

Przed II wojną światową znajdowało się tu kilka unikalnych pod względem stylu budynków na 70 pokoi. Tak więc w 1939 roku, kiedy przyszli bolszewicy, a rodzina siłą wywoziła go z Kosowa, próbował nawet wyskoczyć z samochodu w drodze do Kut: bardzo martwił się, że musiał opuścić wszystko, co stworzył w swoim długim życiu…

W 1946 roku tę placówkę przywrócono jako państwową instytucję medyczną, a później zbudowano nowy trzypiętrowy budynek i szkołę. W 1993 roku sanatorium uznano za pomnik architektury. Dziś specjalistyczne sanatorium "Kosów" Ministerstwa Zdrowia Ukrainy to leczniczo-profilaktyczna placówka, która oferuje leczenie chorób górnych dróg oddechowych.

Jeszcze jeden istotny powód dla turystyki zagranicznej: to właśnie w Kosowie powstał chasydyzm – jeden z nurtów judaizmu. Jego założycielem był Izrael ben Eliezer, czyli Baal Szem Tow, który w połowie XVIII wieku założył w Kosowie pierwszą wspólnotę chasydzką… Jednak w 1941 roku praktycznie wszyscy Żydzi Kosowa i okolicy zostali zniszczeni przez nazistów. W miejscu masowego mordu wzniesiono znak pamięci, a w mieście zachowało się żydowskie cmentarzysko.

Huculski Davos: historia czy przyszłość?

Rektor Uniwersytetu Opolskiego (Polska) Stanisław Sławomir Nić, autor czterotomowej pracy "Kresowa Atlantyda. Historia i mitologia miast kresowych", podkreśla, że Kosów nazywano kiedyś "huculskim Davos". Na korzyść tego porównania – w szczególności, całkowicie podobny klimat znanego na świecie szwajcarskiego uzdrowiska i zapomnianych nawet w Ukrainie miast-uzdrowisk.

Przy okazji, zgodnie z rozporządzeniem Rady Ministrów z dnia 16 lipca 2001 roku nr 878, Kosów otrzymał status miasta historycznego. A od września 2004 roku Kosów otrzymał nowy status – miasto-uzdrowisko.

Znalazł się też w samym Kosowie przedsiębiorca i działacz społeczny, który marzy o ponownym zrealizowaniu projektu "Kosów – huculskie Davos". Ołeksandr Wujcyk, koordynator utworzonego dwa lata temu Komitetu Społeczności, jest pewien: "Mamy wszystkie przesłanki do tego – wspaniała natura, ekologia, kultura, etnografia. Tylko trzeba stworzyć wizję tego, co chcemy zrobić. To musi być projekt, narysowany na papierze, wirtualny lub stworzony w formie makiety, którą można obejrzeć ze wszystkich stron, dotknąć."

Obecnie, według niego, "nawet nie ma ogólnego planu miasta. Instytut Kosowski jest blisko, a w mieście nie ma oryginalnej rzeźby ogrodowej-parku, małej formy architektonicznej. Dlaczego nie poruszamy kwestii, aby w KIPDM utworzyć wydział architektury i urbanistyki? Zaangażujmy artystów, róbmy coś kreatywnego."

Aby dodać komentarz, możesz: zalogować się lub zarejestrować.
Zdjęcia
Wideo
Найбільший вибір готелей!
Możesz być także zainteresowany
Wędkarstwo w Zachodniej Ukrainie: 7 zbiorników wodnych, które warto odwiedzić

Karpaty.Rocks

piątek, 2026, Lipiec 24 - 10:01

Domek z kominkiem w Werchowynie: 10 ofert w sercu Huculszczyzny na rodzinne lub romantyczne wakacje

Karpaty.Rocks

czwartek, 2026, Lipiec 23 - 14:10

Dziesiąty kilometr Worohty (wieś Zawojeły): przegląd domków i najlepszy start do samodzielnego zdobywania Howerli

Karpaty.Rocks

czwartek, 2026, Lipiec 23 - 14:09

Przewodnik po KarpatachOnline

Zadaj pytanie o podróże po Karpatach, aby rozpocząć rozmowę.