W rzeczywistości istnieją dwie rzeki Dniestr. Jedną możemy zobaczyć z mostu lub z brzegu. Jest to rzeka, tyle że większa od Bystrzycy. Ale jest jeszcze drugi Dniestr, który można zobaczyć tylko podczas raftingu. Jest piękny!
Wody nigdy dość
Dwa lata temu wraz z przyjaciółmi zorganizowaliśmy amatorski spływ Dniestrem. Pokonaliśmy odcinek od Niżniowa do Niewska. W tym roku postanowiliśmy kontynuować tę podróż. Zrobiliśmy dwie wersje trasy: minimalny program był od Nezvysska do Ustechko, a maksymalny - płynąć do Zalishchyky.
Prędkość podróży zależy od kilku czynników. Przede wszystkim jest to pełność Dniestru. W tym roku, ze względu na częste deszcze, poziom wody był wystarczający, ale w 2015 roku musieliśmy kilkakrotnie ciągnąć łódź, aby uniknąć rozerwania dna na kamieniach. Ważny jest również rodzaj łodzi. Kajaki i canoe poruszają się znacznie szybciej niż łodzie czy prostokątne tratwy. Wiele zależy również od sposobu żeglowania. Jeśli wylegujesz się, pijesz piwo i łowisz ryby z boku, jest to zabawne, ale powolne. Ale jeśli stale wiosłujesz, zastępując się nawzajem na wiosłach, łódź leci jak ptak. Chociaż to nie wakacje, to tylko galery. Dlatego warto wybrać złoty środek.

To, czy na spływ zabrać alkohol, jest kwestią indywidualną. Jeśli nie znasz odpowiedniej ilości, ekscytującą wycieczkę pierwszego ranka zrujnuje kac, a zamiast podziwiać piękno Dniestru, będziesz szukał wiejskiego sklepu z piwem.
Przed spływem należy również dokładnie zapoznać się z prognozą pogody. Jeśli zapowiadają deszcze, grad i burze, lepiej zostać w domu. Uwierz mi, wiosłowanie w deszczu to prawdziwa przyjemność. A nawet jeśli prognoza jest słoneczna, zabierz ze sobą płaszcz przeciwdeszczowy lub wodoodporny kombinezon. Na pewno nie będzie zbędny.
Nie Missisipi, ale...
Zaczynając od mostu we wsi Nezvyssko, godzinę później zobaczyliśmy wieżę starożytnego zamku na prawym brzegu. Na tym odcinku Dniestr stanowi naturalną granicę między obwodami iwanofrankowskim i tarnopolskim, więc twierdza okazała się "nasza". Jest to Zamek Rakowiecki, który został zbudowany w latach pięćdziesiątych XVI wieku przez galicyjskiego podkanclerzego Dominika Benewskiego. Chociaż bardziej poprawne jest użycie rzeczownika "pozostałości", ponieważ miejscowi chłopi używali kamieni zamkowych do budowy ogrodzeń, stodół itp.

Obecnie z twierdzy pozostała jedynie wieża i niewielki fragment muru, który można dostrzec wśród krzaków. Ciekawe, czym kierował się pan Benewski wybierając miejsce na twierdzę? Nad twierdzą wisi góra, z której cały dziedziniec zamkowy widać jak na dłoni - rozstawić działa i strzelać jak na strzelnicy. Być może taką lokalizację tłumaczy obecność źródła wody, którego na wzgórzu nie było? Niemniej jednak zamek odpierał ataki Kozaków i Tatarów, ale nie oparł się regularnej armii tureckiej. Podczas polskiej wojny domowej (konfederacja barska 1768 r.) twierdza spłonęła i nigdy nie została odbudowana.
Mijając wieżę, widzimy na brzegu billboard: "Port Rakowiec. Restauracja, sklep, camping. Zimne piwo, kwas chlebowy, lody, kuchnia karpacka, dania rybne i mięsne z grilla". Skoro jest port, to musi być i statek. I jest! Kilkaset metrów dalej na wodzie kołysze się prawdziwy parowiec z kołem łopatkowym, trochę jak statek z filmu Tomek Sawyer. Statek został wykonany przez lwowskiego wynalazcę Yurii Shpitsera, dlatego nazywa się Yura. Ponieważ Dniestr to nie Missisipi, łódź ma zwiększoną zdolność przeprawową i zanurzenie wynoszące zaledwie 30 cm. Wymiary są skromne, ale wystarczające: 14 m szerokości, 5,6 m długości i 12 ton wagi. Posiada dwa pokłady, kilka kabin dla 10 pasażerów, toaletę, a nawet prysznic. Wszystko to jest obsługiwane przez trzyosobowy zespół: kapitana, marynarza i kucharza. Sądząc po dużym kociołku przymocowanym do burty statku, kucharz ma wystarczająco dużo pracy.

Gazociąg dewoński
Kanion Dniestru nie bez powodu znajduje się na liście siedmiu cudów Ukrainy. Roztaczają się z niego fantastyczne widoki, a wzgórza po jego bokach osiągają niekiedy 200 metrów wysokości i można z nich dostrzec kamienne płyty, które geolodzy nazywają wychodniami. Można z nich odczytać starożytną historię Ziemi. Na przykład w pobliżu miejscowości Beremiany znajduje się Czerwona Góra, gdzie 350-milionowe czerwone piaskowce dewońskie wystają w gigantycznych równoległych pasach. Nie brakuje tu dzikiej przyrody - o ile na początku z entuzjazmem fotografowaliśmy czaple i jastrzębie, o tyle drugiego dnia spływu zaczęliśmy postrzegać je jako mieszkańców miast - gołębie.
Najciekawsze jest jednak to, co zrobili ludzie. Na przykład w wiosce Unizh z wody widać metalową konstrukcję przypominającą radar. W rzeczywistości jest to scena, na której odbywa się festiwal ArtPole.

W pobliżu wioski Khmeleva góry pokryte są lasami sosnowymi. Jednak drzewa są tam poskręcane, wiele jest suchych i połamanych. Czy to burza, czy złe zasilanie?
W następnej wiosce, Lityachi, znajduje się jaskinia mnicha pustelnika, jeśli przewodniki nie kłamią. Rzeczywiście, duży kamienny blok jest wyraźnie widoczny na szczycie góry, ale z jakiegoś powodu nie chciałem wysiadać z łodzi i iść to sprawdzić.
Nieco dalej, po drugiej stronie Dniestru, na wysokich podporach przerzucone są dwa równoległe ciągi rur, na jednej z których ktoś zostawił anonimowe wyznanie: "Kocham Cię. Zostań moją dziewczyną". To gazociąg Urengoj-Pomary-Użhorod, zbudowany w latach 1982-1984. Ma 4500 km długości, 1420 mm średnicy i pompuje gaz ziemny z Syberii do Europy. Podczas przejazdu nie czuć zapachu gazu...

Mosty, żywe i martwe
Nagle wśród drzew pojawia się potężny kamienny taras, a za nim duży budynek. To obóz dziecięcy "Perła Naddniestrza" we wsi Michalcze. W przeciwieństwie do wielu radzieckich sanatoriów, jest on otwarty dla 200 dzieci, a koszt vouchera waha się od 2400 UAH (12 dni) do 6000 UAH (21).
Za obozem znajduje się duża plaża z wieloma samochodami i namiotami. Tam grupy dzieci grillują, pływają, piją - nie wygląda na to, że są to dzieci z sąsiedniego obozu. Horodenka znajduje się zaledwie kilka kilometrów dalej, a mieszkańcy centrum dzielnicy w weekendy wyjeżdżają na wieś.

Największe wrażenie robią ruiny starego mostu, którego kamienne filary wystają z wody niczym połamane zęby jakiegoś potwora. Podobno został zbudowany w czasach Polski, w okresie międzywojennym. Kto go zniszczył i dlaczego? Musiałem poszukać informacji w Internecie. Okazuje się, że most był niszczony kilka razy. Najpierw zrobili to Polacy we wrześniu 1939 roku, tuż pod nosem sowieckiej kolumny czołgów. Sowieci naprawili przeprawę, ale w 1941 roku wysadzili ją ponownie podczas ucieczki. Trzy lata później, gdy uciekali Niemcy, również wysadzili ją w powietrze. Po wojnie most został naprawiony, ale oblodzenie w 1970 r. poważnie uszkodziło podpory. Wkrótce w sąsiedniej wiosce zbudowano nowy most, a stary został... wysadzony w powietrze w 1979 r., podczas kręcenia filmu o Banderytach "Szkarłatne brzegi". Film jest dostępny w Internecie, a w 63. minucie wyraźnie widać, jak konstrukcja wylatuje w powietrze.

Kiedy odpływasz od ruin, zastanawiasz się, dokąd prowadził most, ponieważ tuż obok znajduje się strome urwisko. W rzeczywistości droga skręcała ostro w prawo i prowadziła do sąsiedniej wsi Ustechko. Architektura jest tu dość ciekawa - opuszczony stary kościół, prawie wszystkie domy są dwupiętrowe, z budynkami gospodarczymi poniżej. To pewnie dlatego, że brzegi są często zalewane wodą, a podczas ostatniej powodzi w 2008 roku ówczesny prezydent Juszczenko nawet lansował się tu w podwiniętych spodniach.
Wreszcie dochodzimy do pięknego betonowego mostu zbudowanego w 1977 roku. Jest on najwyższy w regionie karpackim, ma 27 metrów wysokości i 403 metry długości. Nie ma on odpowiednika w Ukrainie, a w całym ZSRR zbudowano tylko kilka podobnych obiektów.
Nasza podróż kończy się w pobliżu mostu, ponieważ następnym krokiem są odległe wioski, a to najlepsze miejsce na rozpoczęcie. Wracamy do Frankiwska i... planujemy kolejny etap spływu.
Zdjęcie : Mykhailo Monomakhov
Wykorzystane źródła: http://report.if.ua/rozvagy/vikend-na...

