Верховина. Радянські часи. В центр міста привезли бочку квасу. Продавець відчіпає її, готується торгувати. Підходить старий гуцул і питає:
... i pyta:
- Ile kosztuje cała beczka?
- No policz: dwieście litrów, po trzydzieści kopiejek za kubek. Sto dwadzieścia rubli.
- Oto twoje pieniądze, idź się przejść. Wieczorem wróć po pustą beczkę.
- Dobrze!
Sprzedawca odchodzi. Dziadek rozwija plakat "Kwas za darmo".
Początkowo ludzie byli zaskoczeni. Potem zaczęli podchodzić. Potem utworzyła się kolejka. Potem długa kolejka. Potem tłum. Przekleństwa, krzyki. Ci, którzy próbowali wejść bez kolejki, nic nie dostali. Rozpoczęła się bójka. Rzeź.
Policja przyjechała. Rozproszyli tłum. Chuliganów zabrano. Dziadka też.
Zaczynają go przesłuchiwać:
- W jakim celu sprowokowałeś bójkę?
- Nie miałem takich myśli!
- Zajmowałeś się nielegalnym handlem?
- Poczęstowałem ludzi kwasem za darmo. Są świadkowie.
- Więc kwas był skradziony!
- Kupiłem go za swoje pieniądze. Mam prawo.
- Może jesteś szalony?
- Jestem normalny. Mam nawet zaświadczenie.
- Dobrze, dziadku. Puścimy cię. Tylko powiedz, dlaczego to zrobiłeś? Dlaczego wydawałeś swoje pieniądze? Jaki jest haczyk?
- Dobrze, powiem. Nie jestem już młody. Na pewno nie dożyję komunizmu. A tak chciałem zobaczyć, jak to będzie... W komunizmie...


